Zaślubiny


Łasi się szlachetny kruszec do mojego palca. Przypadli sobie do gustu! Złoty krążek obejmuje czule, a głęboki róż szklanego oka wdzięcznie odbija promienie słońca i podaje dalej, by pochwycić wzmocnione po trzykroć. Wypukłą kroplą wabi, przyciągając wzrok. Radość moja, radość! Ciepły, braterski gest za cud poezji przywiezionej w darze dla Ostrobramskiej Matki i ludzi, co u Jej stóp codzienny chwalą chleb. Odruch serca wiernego Bogu i Polsce, duszy, co lgnie do człowieka, bo kochać umie wiernie jak nikt, a samotność ma za kochankę. Zaślubiłam nieprzeciętne Miasto i mój serdeczny palec przypomina o obowiązku wspierania nieszczęsnej Ziemi w Jej pamięci i ludzi wypchniętych poza umowne przecież granice, wbrew własnej woli. Ludzi ciepłych, otwartych, cierpliwych, wiernych, trwających w polskości i w Bogu... i siostrą się stałam oczekiwaną i pióro moje przyjęto z wdzięcznością i wiarą, z nadzieją. Wilno rzucono mi do stóp i stało się moje. Troisty cień krzyży i ptaka, co nad nimi pieśnią dzień ogłasza, wpisuję i w swoją historię. Duch Święty jest ze mną! W dzwonie Kościoła Jego Imienia moja poezja podbija wileńskie niebo. Wzmocniona głosem młodego kantora ulata aż do niebieskich wrót, gdzie dostaje szansę pomnażania przez anielski chór. Dotykam szlachetnego starego muru, ustępuje palcom. Mija kolejna epoka niszcząc co było. Nikt nie zatrzyma, nie uratuje kruszejącego czasu. Póki jednak żyją ludzie, co śnią po naszemu, póki na pomnikach łzy bliskich, a pamięć wciąż żywa, trzeba z nimi być! Największy z polskich wieszczy użyczył swojej ?Piwnicy?, by toczyć się mogły po schodach strofy moich wierszy w ojczystym, drogim mi języku. Chwała Ci Adamie za pozwolenie i obecność ducha. Wielojęzyczna publiczność miała okazję smakować ich treść i sycić metaforą. A kolega Puszkin? ? on serce miał kochliwe, gorące, wrażliwe na piękno dam, więc przyjął mnie, jasnowłosą siedlczankę, godnie. Niebanalną muzyką skrzypiec, flirtującą z pianinem, otoczył śmiało i posiadł, ofiarowując iście dworskie wnętrze. Ej, Ty Puszkin! ? co za tupet! I ten piękny śpiewny język rosyjski w ustach Aleksandra, wilnianina, polskiego poety, co nie zaznał smaku spokojnego snu nad Wisłą, w duecie z moim polskim, ganiał echo po komnatach muzeum. Wracało pod mój kapelusz i w warkoczu znajdowało nową jakość. Wilno, ach Wilno! gdzie Neris, której pierwsze imię Wilja, chrzest mi sprawiła darem swojej wody w przedjanowy czerwcowy dzień 2012 roku, bądź pozdrowione!