Kontakt

 

Stronę odwiedziło:

OSÓB.

Kobieta i zmierzch


Przez otwarte okno salonu
jak muślinowy welon
wciąga się zmierzch

długi, lekki - wolno opada
na kobiecy kształt

zakręcony w kok
chwilę flirtuje z włosami
po czym zajmuje i ściemnia suknię

zsuwając się niżej i niżej
szuka miejsc najbardziej wklęsłych
by zanurzyć je w sobie

pod kłębuszkiem splecionych palców
odnajduje to najgłębsze, przyczajone
otulone szczelnie miękką materią

pozostaje w nim łasząc się do kolan

cztery kąty nie widzą nic
rozespane - dawno przestały czuwać

doczekał się - srebrzysty cień
a może Jan - a któż to wie
przez suknię się przetacza

i cichy jęk - kłębek na kark
swój nagi sierp - srebrnika wart
w muślinach jej zamacza

rozespane kąty nie widzą nic
i zmierzch przychodzi codziennie

długi, lekki - wolno opada
na kobiecy kształt

rozsiada się - wpadając w sieć
w koronkach halki topi miecz
nim staje się pokorny

miodowy poncz - oddechu smak
i lekko tak leżą na wznak
rozkosznym snem wieczornym

rozespane kąty zamazują czas
i zmierzch zatraca czuwanie

przez otwarte okno salonu
zawstydzony północą
dwanaście wysypuje gwiazd

trzynasta ma się dopiero narodzić
by nadal zaludniać niebo.